Ziemski Biznes

Kolejny „przełomowy” wyrok TSUE w sprawach frankowych

Kredyty frankowe 02.07.2025
Udostępnij na Drukuj

W dwóch ostatnio opublikowanych artykułach (O jednym z proponowanych rozwiązań tzw. ustawy frankowej z dnia 12.03.2025r. oraz Jeszcze o zamierzonych rozwiązaniach tzw. ustawy frankowej z dnia 26.03.2025r.) zajęliśmy się wybranymi aspektami projektowanej ustawy o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania spraw dotyczących zawartych z konsumentami umów kredytu denominowanego lub indeksowanego do franka szwajcarskiego, która coś jakby utknęła na swej drodze ku temu, by stać się obowiązującym prawem. Nie można wykluczyć, że dyskusja nad zawartymi w niej propozycjami (albo przynajmniej nad ich częścią) odżyje za sprawą najnowszego judykatu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, stanowiącego odpowiedź na kolejne „frankowe” pytania prejudycjalne zadane przez polski sąd. 

Jak było do przewidzenia na bazie dotychczasowych doświadczeń, wyrok TSUE z 19 czerwca 2025 r. wywołał gwałtowny spór między zainteresowanymi stronami co do tego, czy jest on korzystny dla konsumentów, czy może jednak tym razem TSUE orzekł z korzyścią dla banków. Osią sporu stało się zagadnienie już na dobre – jak mogło się wydawać – przesądzone w orzecznictwie polskich sądów na tle sporów frankowych: według której z koncepcji – dwóch kondykcji czy teorii salda – rozliczać nienależne świadczenia powstałe wskutek upadku umowy kredytu. Sektor bankowy natychmiast obwieścił jednoznaczne i wyraźne opowiedzenie się jakoby przez TSUE po stronie teorii salda, z czego wywiódł zarazem (wciąż tenże sektor bankowy), że stosowanie teorii dwóch kondykcji ma być wręcz sprzeczne z prawem wspólnotowym. Sektor konsumencki – tym razem zepchnięty w tych zabiegach publicystycznych do mocnej defensywy – zanegował takie odczytanie najnowszego wyroku TSUE, twierdząc, że nie ma w nim zgoła nic, co wskazywałoby, że TSUE w ogóle tę kwestię objął swoim rozstrzygnięciem (teoria dwóch kondykcji winna więc nadal być stosowana w praktyce).

Wiadomo, że interpretacja wyroków TSUE z różnych względów jest daleko trudniejsza niż wyroków sądów krajowych i obarczona dużo większym ryzykiem błędnego odczytania. Z tym zastrzeżeniem trzeba jednak wskazać, że z całości wyroku TSUE z 19.06.2025 r., a już szczególnie z brzmienia sentencji udzielającej odpowiedzi na pytania prejudycjalne poprzez wykładnię artykułu 7 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13, trudno jest wywieść tę stanowczą i jednoznaczną konstatację banków, jakoby TSUE opowiedział się po stronie teorii salda. Wydaje się, że w najnowszym sporze o poprawne odczytanie czerwcowego wyroku TSUE rację ma jednak „strona frankowa”, w tym przynajmniej sensie, że TSUE nie przekreślił teorii dwóch kondykcji (stosowanej przez sądy krajowe od dawna, z powodzeniem, i z wyraźnym placet Sądu Najwyższego), lecz tylko zakreślił swoiste ramy ochronne dla konsumentów, mające każdorazowo zadziałać wówczas, gdy wyrok sądu krajowego (i to niezależnie od tego, czy będzie oparty na teorii dwóch kondykcji, czy też na teorii salda, albo na jakiejkolwiek innej zasadzie) jest wydawany z powództwa banku przeciwko konsumentowi i zmierza do zwrotnego rozliczenia tego, co w wykonaniu nieważnej umowy świadczył uprzednio tenże bank. Wówczas to bowiem sąd krajowy, uznając za zasadne roszczenie banku o zwrot „całej nominalnej kwoty udzielonego kredytu”, i to nawet w sytuacji uprzedniego uznania powództwa przez konsumenta, ma zarazem – wedle wyroku TSUE – obowiązek skontrolować, czy takie proste zasądzenie tej kwoty (a tym bardziej nadanie takiemu wyrokowi rygoru natychmiastowej wykonalności) nie narazi konsumenta na „szczególnie szkodliwe konsekwencje”, jakie mogą łączyć się z koniecznością natychmiastowego i pełnego rozliczenia się z bankiem co do otrzymanej od banku kwoty „kredytu”.

Mówiąc nieco obrazowo, te „szczególnie szkodliwe konsekwencje” będą mogły wystąpić zwłaszcza wtedy, gdy orzeczenie o nieważności umowy pojawi się na samym początku jej „obowiązywania”, a więc w momencie, gdy klient nie ma jeszcze „ulokowanych” w banku pieniędzy z tytułu wcześniej spłaconych rat (bo zwyczajnie nie zdążył ich jeszcze spłacić wobec krótkiego terminu od wzięcia kredytu), a zarazem nie ma już środków pieniężnych pochodzących z tego „kredytu” (które w prosty sposób mógłby zwrócić bankowi), bo te najczęściej są już wtedy w całości „utopione” w nieruchomości lokalowej, którą za nie kupił. Tym samym klient nie ma z czego spłacić – jednorazowo i natychmiast – tej całości „nominalnej kwoty kredytu”, która wobec nieważności umowy stała się nienależna, i staje przed koniecznością czy to sprzedaży własnego lokum, czy też zaciągnięcia kolejnego długu na spłatę zwracanego „kredytu”. I – jak się wydaje – właśnie dlatego TSUE nie pozwala na takie orzeczenie przez sąd zwrotu całości nominalnej kwoty kredytu (i to, powtórzmy, zasądzanej wedle którejkolwiek z koncepcji: bądź to zgodnie z teorią dwóch kondykcji, bądź według teorii salda), które nie brałoby pod uwagę tych szczególnych okoliczności, i które z dnia na dzień stawiałoby klienta pod „egzekucyjną ścianą”. Jeżeli takie okoliczności ad casu nie występują, zwłaszcza zaś wtedy, gdy klient przed unieważnieniem umowy spłacił kredyt w całości lub w znacznej części, sąd krajowy nie będzie musiał – po myśli prawa wspólnotowego – „kombinować” w sprawie zabezpieczenia praw konsumenta przy wydawaniu wyroku zasądzającego zwrot nominalnej kwoty kredytu na rzecz banku, bowiem klient – odzyskawszy wskutek nieważności własne pieniądze wpłacone na obsługę upadłego „kredytu”, które najczęściej znacząco przenoszą jego wartość nominalną – będzie, tu i teraz, dysponował środkami pozwalającymi na całkowitą i niezwłoczną spłatę banku w tym zakresie (czy to poprzez spłatę realną, czy w drodze potrącenia).

Za taką wykładnią orzeczenia TSUE, jako orzeczenia abstrahującego od tego, czy wzajemne rozliczenie stron dokonywane jest na podstawie tej czy innej koncepcji kondykcyjnej, oprócz samego brzmienia tego wyroku, przemawiają dwie jeszcze okoliczności. Przede wszystkim to, że takie, opisane powyżej, „szczególnie szkodliwe konsekwencje” dla konsumenta pojawią się przecież także wtedy, gdy wyrok sądu krajowego zostanie oparty na teorii salda. Także wtedy bowiem, gdy upadek umowy kredytu nastąpiłby w początkowym okresie jej „obowiązywania”, dojdzie przecież do sytuacji, w której środki kredytu będą już ulokowane w nieruchomości, a obowiązek ich zwrotu w całości (ewentualnie pomniejszony tylko o drobną kwotę jednej czy dwóch rat, które przed unieważnieniem zdążył uiścić konsument) zostanie z nagła, i bez żadnych ograniczeń ochronnych względem niego, nałożony na konsumenta. Po drugie zaś to, że przy założeniu teorii salda, jako – rzekomym zdaniem TSUE – jedynej dającej się tu zastosować, po stronie TSUE nie byłoby w ogóle potrzeby rozważać przypadku zasądzania czegokolwiek w następstwie powództwa banku (skoro bank ex definitione nie może być inicjatorem badania ważności umowy i nawet w razie rażącej wadliwości jest nią związany tak długo, jak długo nie zakwestionuje jej konsument, zaś samo zastosowanie teorii salda – w razie wytoczenia stosowanego powództwa przez konsumenta – eliminuje potrzebę osobnego pozywania konsumenta przez bank).

Podsumowując – w swym końcowym rozstrzygnięciu TSUE nie interesuje się tym, czy sąd krajowy w wyroku przeciwko konsumentowi odwoła się do teorii dwóch kondykcji czy też do teorii salda (albo jakiejkolwiek innej); w każdym z możliwych przypadków sąd krajowy ma mieć baczenie na to, by kwota zasądzana wykonalnym wyrokiem na rzecz banku nie prowadziła do „szczególnie szkodliwych konsekwencji” z punktu widzenia możliwości jej natychmiastowej i pełnej zapłaty przez konsumenta, a w szczególności, by znajdujący się w takim położeniu konsument, nie został narażony na dolegliwości szybkiej i pełnej egzekucji sądowej na rzecz przedsiębiorcy. Jak się wydaje, to, i tylko to, zostało rozstrzygnięte komentowanym wyrokiem TSUE z 19 czerwca 2025 r.

Przy tych wszystkich wątpliwościach nie pozostaje chyba nic innego jak poczekać na sądową wykładnię wyroku TSUE na poziomie sądów krajowych (o ile któraś zyska walor powszechności, co być może nastąpi dopiero za sprawą orzecznictwa SN), z tym jeszcze oczekiwaniem, że w razie opowiedzenia się w tej wykładni za teorią salda dojdzie równocześnie do przekonującego wykazania, że jej stosowanie w stosunkach konsumenckich nie doprowadzi do swoistego wylania dziecka z kąpielą. Niewątpliwie bowiem – poza szeregiem innych konsekwencji wynikających ze stosowania teorii salda, bezsprzecznie niekorzystnych dla konsumenta – jej wprowadzenie w miejsce teorii dwóch kondykcji więcej niż znacząco osłabi skutek odstraszający, jaki zgodnie z prawem wspólnotowym ma być realizowany wobec przedsiębiorcy dopuszczającego się naruszenia prawa konsumenckiego.

Paweł Kierski
Paweł Kierski
starszy konsultant / radca prawny
Skontaktuj się >>

Sprawdź, co możemy
dla Ciebie zrobić

Obsługujemy biznes.
Precyzyjnie.

Kredyty frankowe Kredyty frankowe