autor: Paweł Kierski
Wskazywaliśmy już w poprzednich artykułach (patrz ostatnio: „Ustawa frankowa (projekt 3.0) – projekt korzystny dla konsumentów, czy też dalsze ‘dopieszczanie’ banków?” z 17.10.2025r.), że projekt tzw. ustawy frankowej – w następstwie swoistego biegu przez rózgi na etapie przedsejmowych konsultacji – został skierowany do laski marszałkowskiej w kształcie daleko skromniejszym od wyjściowego (i dobrze, bo odrzucone ostatecznie propozycje ocierały się niekiedy o jurydyczny absurd – por. szerzej w LP w artykułach: O jednym z proponowanych rozwiązań tzw. ustawy frankowej z dnia 12.03.2025r. oraz Jeszcze o zamierzonych rozwiązaniach tzw. ustawy frankowej z dnia 26.03.2025r.). Z bardzo kontrowersyjnych rozwiązań, jakie wciąż jednak projekt tej ustawy zasilają, pozostało to, wedle którego strona pozwana procesu frankowego (najczęściej będzie to bank) będzie mogła potrącić swoją wierzytelność wzajemną (w przypadku banku – z tytułu wypłaty kapitału kredytu) nie tylko w odpowiedzi na pozew lub w terminie dwóch tygodni od dnia, gdy stała się ona wymagalna, ale – bez żadnych w zasadzie ograniczeń lub uwarunkowań – aż do wydania wyroku przez sąd II instancji. Poza szeregiem zastrzeżeń stricte proceduralnych (włącznie z tezą o faktycznym pozbawieniu strony powodowej dwuinstancyjnego postępowania, zwłaszcza jeśli podniesienie zarzutu potrącenia miałoby nastąpić dopiero przed samym wydaniem wyroku przez sąd II instancji), unormowanie to wzbudziło obawy po stronie części „frankowiczów” i ich pełnomocników co do możliwości skasowania w tej drodze roszczenia odsetkowego należnego konsumentowi, jakie powstało i niekiedy zdążyło urosnąć do niebagatelnych rozmiarów wskutek wieloletniego opóźnienia banku w spełnieniu głównego roszczenia o zwrot spłaconych rat kapitałowo-odsetkowych. Ten przykry i dotkliwy dla konsumentów skutek miałby być konsekwencją tzw. wstecznej mocy oświadczenia o potrąceniu, przewidzianej w art. 499 zd. 2 k.c.
Czy obawy „frankowiczów” są zasadne? Na płaszczyźnie rozważań teoretycznych takie obawy można by faktycznie żywić; ich praktyczna wszakże doniosłość nie powinna być jednak przesadnie duża, ani aż tak bardzo dotkliwa dla kredytobiorców – oczywiście wszystko przy założeniu prawidłowego ad casu stosowania prawa przez sądy rozpoznające dane powództwo konsumenta przeciwko bankowi broniącemu się omawianym zarzutem potrącenia. Budzący obawy przepis art. 499 zd. 2 k.c. stanowi, że oświadczenie o potrąceniu „ma moc wsteczną od chwili, kiedy potrącenie stało się możliwe”, i rzeczywiście jest on jednolicie wykładany w ten sposób, że wsteczna moc potrącenia uchyla m.in. stan opóźnienia, do jakiego doszło w okresie pomiędzy wymagalnością potrącanego roszczenia a jego umorzeniem wskutek potrącenia, a tym samym znosi roszczenie odsetkowe, jakie wskutek tego opóźnienia powstało. Trzeba jednak pamiętać, że dla powstania stanu możności potrącenia kodeks cywilny wymaga kumulatywnego spełnienia kilku przesłanek, wśród których jest i ta, że obie wierzytelności objęte potrąceniem są już wymagalne (przy czym doktryna i judykatura wypracowały liberalizujący ten wymóg pogląd, że wymagalna musi być co najmniej wierzytelność przedstawiana do potrącenia, czyli należność tzw. wierzyciela aktywnego, który składa jednostronne oświadczenie o potrąceniu).
I właśnie ten wymóg wydaje się mieć kolosalne znaczenie dla żywionych przez frankowiczów obaw o przysługujące im roszczenie odsetkowe – znaczenie, które obawy te w znacznej mierze uśmierza. Dla powstania bowiem stanu wymagalności każdej z wierzytelności kondykcyjnych, będących następstwem nieważności umowy kredytu frankowego (a takimi są tu obie wierzytelności – zarówno konsumenta o zwrot rat kapitałowo-odsetkowych, jak i banku o zwrot kwoty wypłaconego kredytu), potrzebne jest tzw. wypowiedzenie wierzycielskie, czyli wezwanie do zapłaty skierowane przez wierzyciela do dłużnika. Bez tej czynności wierzytelność nie może uzyskać cechy wymagalności, a więc także nie staje się ona zdatna do potrącenia (a przynajmniej do jej przedstawienia do skutecznego potrącenia przez wierzyciela aktywnego – w tym przypadku przez bank).
Dla powstania takiego stanu konieczne jest, by obie były wymagalne, i – w przypadku nierównoczesnego nabycia tej cechy – dopiero moment uzyskania wymagalności także przez drugą z nich jest tym momentem, z którym potrącenie staje się możliwie, a zatem również tym momentem, do którego „sięgnie” moc wsteczna ewentualnego oświadczenia o potrąceniu. Wszystko zatem, co zdążyło zadziać się przed tym momentem, a więc także ewentualne powstanie roszczenia odsetkowego za opóźnienie w spełnieniu świadczenia objętego wierzytelnością, która jako pierwsza stała się wymagalna, nie zostanie w żadnym zakresie dotknięte retroaktywną mocą potrącenia. Jeżeli więc wierzytelność konsumenta stała się wymagalna z początkiem 2020 r. (bo wtedy konsument zażądał zwrotu swoich świadczeń spełnionych na rzecz banku), a wierzytelność banku dopiero z początkiem 2023 r. (bo do tego czasu bank zwlekał z wezwaniem do zapłaty/zwrotu wypłaconego przez siebie kapitału kredytu), wówczas odsetki należne konsumentowi za okres 2020-2022 są „niezagrożone” i nie zostaną „uchylone” w następstwie oświadczenia o potrąceniu złożonego przez bank w 2023 r. lub później (chyba że bank swoją wierzytelność o zwrot kapitału obejmie wyraźnym oświadczeniem o jej potrąceniu przede wszystkim z wierzytelnością odsetkową konsumenta, a dopiero w pozostałej części z jego wierzytelnością główną o zwrot rat kapitałowo-odsetkowych). Co więcej, nawet jeżeli bank złoży oświadczenie nierespektujące istnienia roszczenia odsetkowego konsumenta (a więc oświadczy, że potrąca swoje roszczenie główne o zwrot kapitału kredytu z roszczeniem głównym konsumenta o zwrot rat kapitałowo-odsetkowych), to sam konsument może – wbrew woli banku – doprowadzić do uwzględnienia tego roszczenia w ostatecznym rozliczeniu stron. Zgodnie bowiem z art. 451 k.c. (znajdującym tutaj zastosowanie poprzez przepis odsyłający z art. 503 k.c.), przedstawioną do potrącenia przez bank wierzytelność o zwrot kapitału kredytu, konsument może zaliczyć przede wszystkim (i najpierw) na przysługujące mu od własnej wierzytelności o zwrot rat kapitałowo-odsetkowych tzw. zaległe należności uboczne, a więc właśnie na odsetki ustawowe, jakie zdążyły tutaj powstać.
Oczywiście, wszystko co powyżej powiedziano, to pewne ujęcie modelowe, i to zakładające poprawne potraktowanie (rozumienie) przez dany sąd pojęcia „mocy wstecznej” oświadczenia o potrąceniu. Model ten zakłada także określoną, i podjętą po starannym przemyśleniu jej skutków, aktywność samego konsumenta – frankowicza, który czy to sam składa dobrze skomponowane oświadczenie o potrąceniu, czy też reaguje odpowiednio na oświadczenie o potrąceniu złożone przez bank. Na koniec zaś wskazać należy, że wszystko to, co wiąże się z ewentualnym potrąceniem i jego skutkami, będzie mogło oddziałać na „proces frankowy” wtedy i tylko wtedy, gdy będzie on się toczył w warunkach respektowania przez sąd teorii dwóch kondykcji; jeśli dany sąd opowie się za teorią salda, sprawa potrącenia w tym postępowaniu w ogóle nie będzie miała racji bytu (por. szerzej o tym aspekcie na łamach LP w artykule z 17.10.2025r.: „Ustawa frankowa (projekt 3.0) – projekt korzystny dla konsumentów, czy też dalsze ‘dopieszczanie’ banków?”).