autor: Paweł Kierski
W poprzednim artykule dotyczącym sporu na tle rozumienia „frankowego” wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 19 czerwca 2025 r. (zob. Kolejny „przełomowy” wyrok TSUE w sprawach frankowych z 02.07.2025r.) napomknęliśmy o marazmie, jaki dopadł ogłoszony z hukiem w styczniu bieżącego roku projekt tzw. ustawy frankowej, czyli ustawy o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania spraw dotyczących zawartych z konsumentami umów kredytu denominowanego lub indeksowanego do franka szwajcarskiego. Jak na zamówienie, ogłoszono właśnie na stronach Rządowego Centrum Legislacji nowy, „odchudzony” projekt tej ustawy, powstały w reakcji na liczne uwagi zgłoszone w toku konsultacji społecznych.
Kontekst tzw. ustawy frankowej przy omawianiu wyroku TSUE z 19.06.2025 r. był o tyle dobry, że w swoim orzeczeniu sąd wspólnotowy miał – według niektórych – jednoznacznie zakwestionować stosowaną w praktyce orzeczniczej sądów polskich tzw. „teorię dwóch kondykcji”, przykładaną do rozliczania wzajemnych należności między bankiem a frankowiczem w związku z nieważnością umowy kredytu. Forsujący takie rozumienie wyroku TSUE, sektor bankowy obwieścił zatem na jednym wydechu przymus powrotu do zarzuconej już „teorii salda”; tej samej konstrukcji, której niezwykle swoistą reminiscencję zawierał właśnie styczniowy projekt „ustawy frankowej” w swojej najbardziej kontrowersyjnej propozycji z art. 7. W przepisie tym – przypomnijmy – projektodawca powoływał do życia nieznaną wcześniej prawu polskiemu instytucję „wniosku” o zasądzenie (uwzględnienie w końcowym rozliczeniu) „roszczenia wzajemnego na wypadek, gdyby umowa okazała się nieważna”, do którego miałyby być odpowiednio stosowane „przepisy o pozwie” (por. szerzej w artykułach: O jednym z proponowanych rozwiązań tzw. ustawy frankowej z dnia 12.03.2025r. oraz Jeszcze o zamierzonych rozwiązaniach tzw. ustawy frankowej z dnia 26.03.2025r.). Bez wątpienia wniosek ten był co najmniej inspirowany teorią salda, twórczo a absurdalnie ją uzupełniając nowymi elementami, takimi jak choćby obustronne roszczenia odsetkowe przy jednoczesnej warunkowości samego wniosku ze strony banku.
W nowym projekcie ustawy frankowej ów kontrowersyjny, a jednoznacznie uszyty dla banków, „wniosek o zasądzenie roszczenia wzajemnego” w całości i bez śladu zniknął, co wydaje się być konsekwencją zmasowanej, i z różnych stron pochodzącej, krytyki tego procesowego monstrum (chociaż, co ciekawe, uzasadnienie nowego projektu ani słowem z tego radyklanego cięcia się nie tłumaczy).
Jak się wydaje, trochę w zamian wniosku o zasądzenie (i w nawiązaniu z kolei do teorii dwóch kondykcji), nowy projekt ustawy frankowej przewiduje możliwość wytoczenia powództwa wzajemnego przez bank (nowy art. 8 projektu), o tyle przy tym modyfikując – na potrzeby frankowe – tę tradycyjną instytucję obrony, że zezwalając na wytoczenie takiego powództwa aż do zamknięcia rozprawy przed sądem I instancji (modelowo, wg k.p.c., pozew wzajemny może zostać wniesiony najpóźniej z wniesieniem odpowiedzi na pozew główny). Innych wszakże odrębności ustawa frankowa w samej konstrukcji powództwa wzajemnego już nie przewiduje, a w szczególności nie pozwala na jakąkolwiek warunkowość takiego pozwu. W razie zatem wytoczenia przez bank powództwa wzajemnego z jednoczesną próbą zastrzegania jakichś warunków dla samego żądania wzajemnego (np. zgłoszenia powództwa wzajemnego dopiero „na wypadek” uznania umowy kredytu za nieważną, którą bank – w odpowiedzi na pozew – wciąż będzie równolegle uważał za ważną, jak to się dotąd dzieje w procesach frankowych), sąd będzie mógł oddalić takie powództwo wzajemne od razu, jako oczywiście bezzasadne w świetle samych twierdzeń pozwu wzajemnego, i to oddalić wcześniej, odrębnym wyrokiem częściowym, niż rozpozna samo powództwo główne wytoczone przez klienta (taką możliwość – nierównoczesnego osądzenia sprawy głównej i sprawy wzajemnej – daje sądom art. 317 § 2 k.p.c.). Można zatem przewidywać, że banki będą ew. korzystały z pozwu wzajemnego dopiero w schyłkowym stadium procesu, gdy jego wcześniejszy tok będzie wskazywał na wysokie prawdopodobieństwo stwierdzenia przez sąd nieważności umowy, a bank w razie takiego rozstrzygnięcia nie będzie zamierzał zaskarżać go apelacją. Wówczas bowiem pozew wzajemny będzie umożliwiał – po spełnieniu kilku innych jeszcze przesłanek – rozliczenie kredytu w jednym i tym samym procesie, bez potrzeby odrębnego pozywania klienta o zwrot wypłaconego kapitału kredytu (choć do tego celu na pewno lepiej nadaje się instytucja potrącenia, z której bank – co do zasady – będzie mógł skorzystać w sprawach frankowych jeszcze dłużej, bo aż do zamknięcia postępowania przed sądem II instancji; por. art. 5 nowego projektu). Na poziomie postępowania przed sądem I instancji (a tylko w nim może dojść do wytoczenia powództwa wzajemnego) wydaje się, że bank będzie uciekał się do tej instytucji wówczas, gdy równolegle zgłaszany zarzut potrącenia nie doprowadzi do realizacji całości wierzytelności banku ze względu na to, że jest ona – zdaniem banku – wyższa, niż wierzytelność główna konsumenta (wskutek potrącenia obie wierzytelności, co oczywiste, umarzają się do wysokości wierzytelności niższej). Wtedy bowiem o zasądzenie tej nadwyżki, pozostałej po potrąceniu (o ile sąd uzna to potrącenie za skuteczne), bank będzie mógł aspirować właśnie pozwem wzajemnym.
Czy zatem instytucję „wniosku o zasądzenie” z pierwotnego projektu ustawy frankowej, tę instytucję – dziwoląg, możemy uznać za ostatecznie pogrzebaną? Niekoniecznie. Chociaż bowiem uzasadnienie nowego projektu ustawy frankowej (datowane na 30 czerwca 2025 r.) odnotowuje fakt wydania przez TSUE wyroku z dnia 19 czerwca 2025 r. (przez co daje do zrozumienia, że jego skutki zostały przemyślane i uwzględnione przez twórców nowego projektu), to jednak dalsza dyskusja nad tym wyrokiem i jego wykładnią może przyczynić się do reaktywacji pomysłów legislacyjnych opieranych na teorii salda, choćby i nawet tak „twórczych” i wynaturzających proces cywilny, jak skasowany właśnie pomysł „wniosku o zasądzenie” z art. 7 pierwotnego projektu ustawy. Ryzyko nawrotu tej choroby wydaje się tym większe, że autorzy nowego projektu, mimo że realizują w nim konsekwentnie założenie obowiązywania teorii dwóch kondykcji (potrącenie, powództwo wzajemne), to równocześnie – na kanwie wyroku TSUE – zauważają, że zakres zastosowania instytucji potrącenia „będzie zależny od tego, w jakim zakresie sądy polskie w swoim orzecznictwie będą uwzględniały stanowisko TSUE”, wyrażone jakoby w wyroku z 19.06.2025 r. Wygląda więc na to, że cechujące dotąd banki rozdwojenie jaźni w traktowaniu jednej i tej samej umowy kredytu (raz ważna, innym razem nieważna) udzieliło się projektodawcom najętym do opracowania ustawy frankowej, którzy z jednej strony opracowują ten projekt (w jego drugiej wersji) w sposób odpowiadający teorii dwóch kondykcji, ale z drugiej strony zdają się trwać na stanowisku, że teoria ta jest sprzeczna z prawem wspólnotowym, co ma rzekomo wynikać z wyroku TSUE z 19.06.2025 r. Jakby tego było mało, projektodawcy ci zakładają zarazem, że obie te teorie będą w praktyce orzeczniczej sądów polskich funkcjonowały obok siebie (?).
Stanowisko to jest bardzo dziwne. Można bowiem od biedy zaakceptować sytuację, że orzecznictwo poszczególnych sądów różni się między sobą w ocenie tego, czy na gruncie prawa polskiego obowiązuje jedna albo druga teoria (choć i taka rozbieżność jest niepożądana i jej usunięciu – na rzecz teorii dwóch kondykcji – służyło dotychczasowe orzecznictwo SN w poszerzonych składach). Ale nie da się zaakceptować sytuacji, w której jeden i ten sam ustawodawca (korzystający z założenia racjonalności i doskonałej wiedzy co do własnego systemu prawa) nie wie, która z teorii obowiązuje lub z punktu widzenia wiążącego nas prawa wspólnotowego powinna obowiązywać, a nawet nie wie tego, którą z nich sam realizuje, i co do której chce, by rządziła procesem rozliczania kondykcji…